“Łaskawe” – Jonathan Littel

2009 lipiec 9
by Joanna

Stało się. Zarzekałam się, że każdą książkę doczytam do końca, choćbym cierpiała średniowieczne katusze z tego powodu. Potwierdza się przekonanie, żeby po przeskoczeniu sprawdzić, w co się wdepnęło, zanim powie się “hop”.
Zapowiadało się ciekawie – fikcyjne zeznania byłego oficera SS, doktora Maximiliana Aue. Mężczyzny, który pragnął być kobietą i realizował się seksualnie z młodymi chłopcami. Ukrywającego grzeszną miłość do siostry bliźniaczki. Aue można nazwać estetą – patrząc na rzeź Żydów, przypomina sobie dzieła Platona i zaczyna nad nimi rozmyślać; w przerwach między opisem egzekucji zauważa detale architektury miasta. Przede wszystkim były oficer SS nie odczuwa skruchy, sięgając pamięcią wstecz, do czasów wojny. Dziś zajmuje się przemysłem koronczarskim i chce napisać, co przeżył. Papier jest cierpliwy.
Ktoś napisał, że jest to diabelska ksiażka. Zgadzam się – argumenty podawane przez meżczyznę są trudne do obalenia, w pewnym momencie rodzi się w głowie niebezpieczna myśl – a jeśli on ma rację? Może rzeczywiście naziści nie robili niczego złego, a wykonywali polecenia, li i jedynie? Działali w imię wyższych wartości?
Podziwiam benedyktyńską pracę Jonathana Littela, deszcz nagród, jaki posypał się na jego głowę – ale w pewnym momencie robi się nudno. Nie widziałam żadnej ukrytej, wręcz kryminalnej intrygi. Przeczytawszy 250 stron, nie mam siły czekać, czy coś się zmieni do 1034. Być może nie dorosłam do tej lektury?

Odpowiedzi: 16 leave one →
  1. 2009 lipiec 9

    Błagam, nie strasz :) ) Bo ja sobie wczoraj przytargałam “Łaskawe” z biblioteki i wyznaję dokładnie tę samą zasadę; doczytywać, bezwzględnie doczytywać. Uch. I co teraz? ;) ))

  2. 2009 lipiec 9

    Sama się wystraszyłam – wszyscy pieją z zachwytu, a ja patrzę na półkę i trzęsę się na widok reszty ksiazek! Nie martw się, może to ze mną coś nie tak :) Trzymam kciuki, żeby Ci sie spodobało :)

  3. 2009 lipiec 9

    To ja też trzymam ;) ) A “Łaskawe” doczytasz?

  4. 2009 lipiec 9

    Obiecałam sobie, ze doczytam. Wrócę na pewno. Jednak nie teraz. Oddam do biblioteki i pewnie przyjdzie dzień, kiedy pomyślę Dzis mam ochotę na “Łaskawe”! :)

  5. 2009 lipiec 9

    :)

  6. 2009 lipiec 10

    1034 strony ;o ała. Z takim tomiskiem chyba jeszcze nie miałam do czynienia ;)
    Również jestem za zasadą ‘jak zacząć to i skończyć’ chociaż przyznaje, że niestety nie zawsze mi sie to udaje. Ale staram się, staram ;)

  7. 2009 lipiec 10

    Nie lubię takich książek, a już takie tomiszcza czytam rzadko.Pozdrawiam!

  8. 2009 lipiec 10

    a ja się już nie przejmuję niedoczytanymi książkami. kiedyś to niemal serce mi pękało, gdy odkładałem książkę przeczytaną do połowy, albo po prostu się zmuszałem i czytałem, czytałem, czytałem:/
    teraz, jeżeli książka mi nie podchodzi, to mówię sobie:
    - spokojnie, odłóż ją, przeczytasz za rok, za dwa lata, ale przeczytasz (to wersja light, kiedy książka wydaje mi się naprawdę wartościowa)
    albo mówię wprost:
    - książka jest do dupy i nie ma się co rozczulać! życie jest zbyt krótkie, a lista książek do przeczytania zbyt długa (to jest wersja, kiedy książka męczy mnie już okropnie , a czytanie ma być przecież przyjemnością. czytam ok. 100 stron i, gdy nic nie zmienia się na lepsze, mówię: bye! )

  9. 2009 lipiec 10

    Justyna K. – Ja tez się starałam, ale ugrzęzłam :)
    Montgomerry – To również pierwsze tomiszcze tego kalibru, z którym mam do czynienia. Trudno je nosić w torbie.
    Mr lupa – muszę sobie “pożyczyć” twoją postawę, żeby się nie zamartwiać! :)

  10. 2009 lipiec 10
    Joan Johnson permalink

    Gratuluję wytrwałości! Wobec mnie ta książka nie była łaskawa. Najpierw się nią ekscytowałam, gdy znajomi przytargali nam ją w prezencie do Lizbony. Podniecenie i niecierpliwość, żeby wreszcie zacząć. A gdy zaczęłam, to w sumie zaraz skończyłam. Po trochę ponad 100 stronach ugrzęzłam i jak do tej pory nie ruszyłam dalej. Faktycznie: dokument drobiazgowy, szczegółowy. Faktycznie: dopracowany. Faktycznie: pisany nie najgorzej. Ale, na Jowisza!, wiele rzeczy mógł po prostu nie pisać. Ktoś mógł to zredagować (czyt. skrócić)! Odczuwałam tę książkę jako osobiste wyzwanie autora, aby nam wszystkim pokazać, że on potrafi, że napisze wielką grubą książkę, że napisze ją w języku obcym, nie ojczystym, że napisze i poruszy kontrowersyjne tematy. Tak jakby już na początku zawziął się i uparł, że napisze rzecz, którą wchłonie księgarska komercja.
    Choć od tych, którzy przeczytali, słyszałam, że ogólnie bardzo dobra, stylistycznie zgrabna. Pewnie jeszcze po nią kiedyś sięgnę. Zimą. Wtedy czytam grube książki ;)

  11. 2009 lipiec 10

    Joan Johnson – ja zatrzymałam się około 250 strony. W pewnym momencie odczuwałam nudę – przysnęłam nad tą “pasjonującą” lekturą. Facet ma z głowy trzy ksiażki, bo jedna wystarcza.

  12. 2009 lipiec 10

    Wcale się tobie nie dziwię, to książka dla ludzi z zacięciem psychologa. Nie każdy lubi babrać się w czyjejś psychice. Przynajmniej wiesz o czym jest i umiesz argumentować dlaczego jesteś na nie.:)

  13. 2009 lipiec 10

    Clevera – akurat te momenty babrania się w psychice były ciekawe, ale nie zauważyłam ich za dużo. Być moze nie mam w sobie pierwiastka psychologicznego ;)

  14. 2009 lipiec 14

    Czasem jest tak, że krytycy mdleją, tłumy szaleją… Ale tworowi czegoś brak. I ja Littela nie umiem czytać… Miałam ta ksiażkę w rękach… I nie uwiodła. Ściskam ciepło :)

  15. 2009 lipiec 21

    Ja właśnie zacząłem czytać. Zobaczymy jak mi pójdzie. Na razie nie jest źle. :)

Trackbacki & Pingbacki

  1. “Lektor” – Bernhard Schlink « książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę

Dodaj komentarz

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS