“Na południe od granicy, na zachód od słońca” – Haruki Murakami
Wakacyjne zawirowania sprawiają, że nagle w moim życiu dzieją się cuda – książeczkę liczącą trochę ponad 200 stron czytałam tydzień. Na dodatek dopadło mnie dziwne odrętwienie w stosunku do powieści, a zaczytuję się w poradnikach wszelkiej maści; wczoraj wieczorem dowiedziałam się, jak nie dać się manipulacji.
Często zastanawiałam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym mieszkała kilometr dalej, w innym pokoju, wychowywana w odmiennej strefie klimatycznej… Czy nadal byłabym sobą, tym melancholikiem z ogromną domieszką choleryka, wpadającym w stany depresyjne, gdy niemożliwym staje się osiągnięcie perfekcji? Pewnie inaczej przeżywałabym stany zakochania, radości, lęku, rozpaczy.
Hajime porzucił żonę i córeczki, ponieważ nosił w sobie silny rys Shimamoto, dwunastoletniej kobiety (sic!), którą pokochał. Byli dziećmi, ale zaplątana nić między ich duszami od pierwszego włókna była o niebo dojrzalsza. Mężczyzna i kobieta. Kobieta i mężczyzna. Nigdy nie byli dla siebie dziećmi. Hajime rzucił wszystko, by dowiedzieć się, co jest na południe od granicy, na zachód od słońca. Syberyjska gorączka, każąca przemierzać morze śniegu aż do upadłego, czy… Właśnie, co?
Powieść Murakamiego jest inna od tych, które przeczytałam (aż dwie). Jakby odarta z magii. Przypomina trochę nieszczęśliwą historię miłosną, w której wszyscy sie ranią, by na końcu stwierdzić, że tam, gdzie nas nie ma, nie musi być wcale lepiej i piękniej.

Sama fabuła książki jest dość ciekawa, ale faktycznie zabrakło mi tego czegoś “murakamiowskiego”, do czego przyzwyczaił mnie autor w innych powieściach. Może właśnie tej magii?
Czyżby nareszcie jakaś powieść bez szablonu tego autora? Aż trzeba przeczytać.:)
jakaś smutna kniga:( chciałbym przeczytać (ale czego ja przeczytać nie chcę?) ;D
Anna – tak, tej magii brakło. Przyzwyczaiłam się do niej, co tu kryć.
Clevera – przeczytałam dotychczas ledwie trzy powieści Murakamiego, zatem jeszcze nie zauważyłam, że jest tu ukryty jakiś szablon. Dziękuję za sugestię, przypatrzę się
Mr lupa – a czego my byśmy nie chcieli przeczytać…!
Kiedyś szukałam odpowiedzi na dręczące mnie pytanie i znalazłam Murakamiego “Sputnik Sweetheart”. Nie jest to powieść genialna, ale czegoś mnie nauczyła. Czegoś waznego o tęsknocie. Może dziś potrzebuję “Na południe…”? Dopiszę do listy, może znów coś w niej dla siebie znajdę….