„Idiota” – Fiodor Dostojewski

by Joanna Waliszewska

Długo myślałam nad pytaniem, które sama sobie postawiłam – tak schizofrenicznie. O czym jest ta książka? I jedyna w miarę krótka odpowiedź brzmi „O ludziach”. Każde inne wyjaśnienie byłoby dramatycznie długie, może nawet obszerniejsze niż sama powieść. W niej naprawdę jest wszystko – dobrzy, źli, zakochani, szaleni, biedni, bogaci, do tego szczypta przekonań samego autora wciskającego się gdzieniegdzie z rozmyślaniami. A od dzisiaj „idiota” usłyszane z moich ust nie będzie już inwektywą, a komplementem – jednak nie znam nikogo, kto mógłby na niego zasłużyć.

Drogi książę, raj na ziemi nie jest łatwy do zdobycia; a pan jednak trochę liczy na ten raj; chociaż to rzecz naprawdę trudna, o wiele trudniejsza, niż się to może zdawać pańskiemu szlachetnemu sercu.1

Gdyby opatrzyć każdego z bohaterów symbolem odzwierciedlającym ich naturę, księcia Myszkina ilustrowałoby serce, szlachetne serce. Zjawia się on nagle w Petersburgu, po raz pierwszy od dzieciństwa widzi umiłowaną ojczyznę, za którą tęsknił, choć nie znał jej zupełnie. Dziwacznie ubrany, z wypisaną na twarzy uczciwością i serdecznością, zajmuje się sprawami związanymi z objęciem dużego spadku. Lew Nikołajewicz udaje się do dalekiej krewnej, pani Jepanczyn. Od tej chwili staje się smaczną przynętą na wędce, którą trzymają w swoich rękach nie do końca uczciwi ludzie wokoło niego.

Ilość rozgrywających się na kartach powieści wydarzeń jest wręcz porażająca. Niesamowite, że obracając się wciąż wokół głównego wątku, można opowiadać naraz tyle historii, wplatając w nie osobiste poglądy na rzeczywistość! „Idiota” jest jakby Układem Słonecznym – postać księcia to Słońce, szlachetnie jaśniejące w ciemności Wszechświata, a orbitami mkną dokoła niego inne planety, chcące wykorzystać go do własnych interesów, zachcianek, flirtów i poniżających sytuacji. Książę nigdy nikogo nie podejrzewał o niecne zamiary; wręcz przeciwnie – gdy wszyscy wkoło jawnie wyśmiewali go, szeptali po kątach „Idiota!”, on patrzył na nich ufnie i wierzył, że to po prostu żarty i nikt nie chce go skrzywdzić.

Autor niczym aparat rentgenowski prześwietla bohaterów, wnikając w ich najskrytsze myśli, pragnienia, pożądania. Patrzy na wszystkich z góry, a obserwując wyraz twarzy, potrafi przedłożyć całe dziesiątki informacji o stanie psychicznym i intelektualnym danej osoby. Zabiera głos również jako pisarz – opowiada o spostrzeżeniach na temat zwyczajności i oryginalności, uprzedzając, że

wypełniać powieści jednymi tylko typami albo nawet wprost, dla wzbudzenia czytelniczych zainteresowań, postaciami dziwacznymi i niewiarygodnymi pozbawiałoby utwór prawdopodobieństwa, a przy tym nie byłoby zajmujące. Autor powinien starać się wynajdować rzeczy ciekawe i pouczające nawet wśród pospolitości. 2

Dostojewski w usta bohaterów wkłada własne poglądy – znany z antypolskiej postawy wiąże los Agłaji z ruchliwym Polaczkiem, który przedstawiał się jako bogaty hrabia. Wszystko jednak okazało się wierutnym kłamstwem, a dziewczyna w oczach rodziny i przyjaciół po prostu przepadła. Małżeństwo z Polakiem jawi się jako największe nieszczęście, jakie mogło ją spotkać.

Bardzo trafne są myśli o wierze (takie proste, że aż trudne):

Istota uczuć religijnych nie ma nic wspólnego z żadnym rozumowaniem, z żadnymi przewinieniami czy przestępstwami, z żadnymi ateizmami; tu jest coś innego i wiecznie będzie coś innego; tu jest coś takiego, obok czego wiecznie będą się prześlizgiwać ateizmy i wiecznie będą mówić nie o tym. 3

Pisarz chciał stworzyć istotę czystą, niewinną, nieskalaną występkami, złośliwymi myślami. Nie bez znaczenia jest fakt, że Lew Nikołajewicz miał problemy psychiczne. Nasuwa się pytanie – czy bezwarunkowe dobro ma szansę na przetrwanie w świecie, bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu? A może to nie kwestia uczciwości, a naiwności? Bo książę naiwny był, niczym dziecko, to nie ulega wątpliwości. To doprowadziło go do zguby. Nie potrafił nawet po ludzku kochać, bo jego serce przepełnione było raczej litością i ideami miłości, nie samym uczuciem.

Do tej pory czytałam jedynie „Zbrodnię i karę”, dlatego rozpoczynając „Idiotę”, spodziewałam się czegoś innego. Na pewno książka ta wymaga wysiłku ze strony czytelnika. Trzeba uważnie śledzić poczynania bohaterów, wnikliwie ich słuchać, a to momentami męczy. Po skończeniu lektury nie wiedziałam, czy jestem bardziej zmęczona czy zadowolona… Jednak nie żałuję, nie nie. Teraz będę się rozglądać, czy przypadkiem obok mnie nie ma jakichś idiotów. Pogratuluję im i chyba ostrzegę – nie bądźcie naiwni, w końcu na tle rzeczywistości to wy jesteście nienormalni.

_
1 Fiodor Dostojewski, „Idiota”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984, s. 379
2 Ibidem, s. 516
3 Ibidem, s. 246

About these ads