książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę

swoje życie mnożysz razy tysiąc

Tag: debiut

“Przedśmiertny neuroleptyk” – Kamil Czepiel

Dla zaznajomionych z terminologią farmaceutyczną Przedśmiertny neuroleptyk mógł być przewodnikiem po lekach uspokajających, psychotropowych w obliczu zbliżającej się śmierci. Debiutancki zbiór opowiadań mógłby służyć i temu – uspokoić, oswoić przedśmiertnie. Nietrudno zauważyć, że śmierć to leitmotiv niewielkiego objętościowo tomu.

Grunt dla twórczości autora – zacny, ponieważ, jak sam przyznaje, ideałem są dla niego Mickiewiczowskie Dziady. Z ulgą trzeba przyznać, że (prawdopodobnie) nie aspiruje do podobnej pozycji, bo Przedśmiertny neuroleptyk, mimo klasycznych korzeni, wyrasta w zupełnie inną stronę. Obrany kurs to zdecydowanie pogranicza fantastyki.

Wbrew pozorom opowiadanie jest wymagającą formą – trzeba nie lada odwagi przy wykreślaniu i przekształcaniu zdań, by relatywnie krótki tekst nie stał się nieudolną wariacją na temat. I ten punkt autor może ewentualnie odhaczyć zielonym długopisem, bo jak na debiut – całkiem przyzwoicie. W opowiadanych historiach widać pomysł, przemyślaną fabułę. Mimo tego coś nie pozwala całości ruszyć z impetem do przodu, porwać czytelnika. Momentami niezgrabne sformułowania, przyciężkawy język utrudniają skupienie się na treści. Przesunięta wskazówka zegara sugerowała, ze minęło dwadzieścia minut, a ja czułam się, jak gdybym wpadła w czarną dziurę i męczyła się co najmniej godzinę.

Nie wiedzieć czemu, całość nie przypomina zbioru opowiadań. Jest jak podane czytelnikowi curriculum vitae, rubryka: zainteresowania. Trudno po pierwszej broszurze mówić o kimś jako pisarzu, twórcy. Nie wiadomo, czy czekać na kolejne publikacje, mając jednocześnie nadzieję, że będą lepsze. Na ten moment nie wyróżnia się z potoku debiutanckich i niedebiutanckich książek zalewających księgarnie z uporem maniaka.

“Nie ma o czym mówić” – Marta Szarejko

Takich ludzi zazwyczaj omija się szerokim łukiem. Ze świecą szukać śmiałka, który bez przymusu, na własną odpowiedzialność, poświęci czas społecznym odszczepieńcom. Nikt nie chce słuchać Cyganki opowiadającej zagubione i pourywane sny, skarg pani Eugenii. Życie toczy się swoim zwyczajnym torem, każdy mknie chodnikiem, mocno po nim stąpając, a głową zahaczając o dachy kamienic albo chmury na niebie. Nie ma o czym mówić, przecież takich ludzi nie ma.

Choruje na zwyrodnienie mięśnia sercowego stwierdzono na podstawie karty zdrowia oraz badania lekarskiego z dnia i odczuwa brak powietrza1.

W książce Marty Szarejko, człowieka “Dużego Formatu”, też brakuje nieco powietrza. Historie opowiadane jednym tchem, nieskażone pauzą, której próżno szukać w jędrnych kropkach, otaczają ze wszystkich stron. Każda opowieść ma znamiona anonimowości, nie ma tutaj niczego, co pozwoliłoby na jakąkolwiek identyfikację. To znamię uniwersalności przekłada się na świat bohaterów – są wszędzie i nigdzie, a i sami o sobie nie mogą powiedzieć nic ponad to, co chcą ujawnić. Czasami sekrety szeptane do ucha [oka] czytelnika zawstydzają, żenują, bo jak to tak obcym opowiadać o intymnych sprawach.

Ludzie wyrzuceni poza margines społeczny są głównymi bohaterami Nie ma o czym mówić. Tworzą jedną wielka całość, oznaczoną wcześniej przez tych lepszych karteczką N.N., nie dotykać, nie patrzeć, nie słuchać. Mają okazję wyżalić się, opowiedzieć coś o sobie – żywy portret drugiego świata.

Powiem ci coś w tajemnicy, tylko nie mów nikomu, ja nie jestem w straży pożarnej (…)2.

Ten świat istnieje, tylko zepchnięto go na bok. I to nie tak, że kloszard, emeryt, głupiec, idiota, psychopata, chory psychicznie, zawszony, głodny, brudny. Nie jest istotne, jak i dlaczego, przez kogo. Ważne, że jest i każdy może wpisać swoją skarg w Księdze zażaleń.

I tak nie ma o czym mówić.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa AMEA.

__
1M. Szarejko, Nie ma o czym mówić, Liszki 2010, s. 84.
2Ibidem, s. 54.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.