“Norwegian Wood” – Haruki Murakami
Wstyd przyznać, w jaki sposób książka Murakamiego wybrała mnie na kolejnego czytelnika – uwiodła kolorem, przyciągnęła okładką. O twórczości pisarza słyszałam, ale same niepochlebne opinie. “Matko, jakie nudne. Nic nie wynika z tych książek. Drugi Coelho“, mówiono. Wierzę, że na świecie nie ma przypadków, wszystko ma swój cel i przyczynę, a “Norwegian Wood” musiało wpaść w moje niepohamowane ręce.
Czasami najbardziej trywialna rzecz staje się źródłem potoku wspomnień. I tak również jest w przypadku 37 – letniego Watanabe, który, usłyszawszy w samolocie piosenkę Beatlesów – “Norwegian Wood” – snuje blisko pięciusetstronicową historię własnego dorastania, dojrzewania w cieniu kobiet, kochanych przez niego miłością delikatną, pełną jednak namiętności i pożądania. Piękna Naoko to pomost między życiem Japonii lat sześćdziesiątych, przenikniętym jazzem, hippisowskim ruchem, a światem zmarłych, do którego odszedł wieczny siedemnastolatek, Kizuki. Podczas załamania nerwowego dziewczyny Toru Watanabe dostrzega na horyzoncie Midori, zwolenniczkę swobody seksualnej i miłośniczkę filmów pornograficznych. Młodzieniec dojrzewa w ich cieniu, nasiąka nimi, miotany sprzecznościami.
“Norwegian Wood” to książka o inicjacji – seksualnej, światopoglądowej, wręcz życiowej. Echo młodości przeplata się z trudnymi wyborami dorosłego, pełnoletniego życia, za które należy wciąć odpowiedzialność. Mimo pozornego przywileju czerpania radości z bycia nastolatkiem bohaterowie wciąż spotykają śmierć – samotną, szpitalną i dramatyczną, samobójczą. Obalone zostało przekonanie, że siedemnasto-, dwudziestolatek nie może kochać, cierpieć, mieć problemów. W kręgu dojrzewania sprawy te odczuwa się wszystkimi zmysłami.
Haruki Murakami mnie oczarował. Z chwilą, gdy przewróciłam pierwszą stronę, wiedziałam, że najbliższe godziny nie będą zwyczajne. Od dawna nie było mi dane sięgnąć po pozycję, w którą wejdę. Momentami zdajawało mi się, że pisarz użył magicznego pyłku, dyfuzji między moją wyobraźnią a literami – siedziałam zszokowana, że w głowie przewijają się klatki wyraźnego filmu. Choć minęły dwa tygodnie, nadal czuję klimat mojej Japonii. Za oknem padało, a gdy nie padało – lało bądź siąpiło. W powieści również.
