“Piękna rupieciarnia” – Bohumil Hrabal
Będzie raczej krótko, lapidarnie wręcz, bo trzeba żyć. Żyć swoim zwykłym życiem, zachwycać się zacinającym suwakiem dżinsów i skrzypiącymi, mimo nieustannego oliwienia, drzwiami.
“Piękna rupieciarnia” to króciutki zbiór wspomnień, zapisów rozmów pisarza z czytelnikami i esejów. Jeden z nich, “Dandys w drelichu” Hrabal poświęcił przyjacielowi, Vladimirowi Boudnikowi, czeskiemu malarzowi i grafikowi. Warto było przeczytać ten esej, co więcej – nie żałowało by się z pewnością i tysiąca stron, bo mało kto potrafił żyć tak, jak Boudnik. Zatrzymywał się nad śmieciami, odpadami, resztkami i w aktywnych grafikach składał je tak, że wszystkim trzęsły się ręce z radości, gdy dostali którąś z nich na własność. Brał metalowe wióry, opiłki i siłą wyobraźni zamieniał je w złoto i diamenty. Żył intensywnie, a każdy, kto tak potrafi, nie dożywa raczej sześćdziesiątki.
Hrabala zajmowała codzienność, spacery po mieście, obserwowanie wszystkiego. Piwo, karczma – to był czeski Parnas, siedziba tamtejszych muz. Pisarz sam przyznawał, że bez ludzi nie stworzyłby niczego, bo każdy oddał mu jakąś historię, kilka zdań, a one wbijały się jak gwóźdź w pamięć. Czekał nad kartką, by znaleźć te gwoździe i po prostu spisywał słowa, jakie dyktował wewnętrzny głos. Dlatego zdania są takie mówione, z zatrzęsieniem przecinków, pozornie zabałaganione.
Czech przewartościował wszystko. Niepotrzebne nikomu rupiecie, zakurzone i gnijące na ciemnym strychu, ukochał miłością zwyczajnego człowieka . Piękno jest tam, gdzie tego chcemy. Życie to nie czekanie na wielki wybuch, tylko czerpanie radości i siły ze źródła. Natchnienie do bycia wypływa z niego tak długo, na ile wystarczy chęci zobaczenia, że rupiecie dają mnóstwo radości. Bo to samo życie.
_
Bohumil Hrabal, “Piękna rupieciarnia”, tłum. tł. Aleksander Kaczorowski, Jan Stachowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006

Po przeczytaniu tych wspaniale celnych trzydziestu dwóch esejów na temat książek, autorów, wydawców, agentów, wydawnictw, czytelników można…