książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę

swoje życie mnożysz razy tysiąc

Tag: hańba

“Hańba” – J. M. Coetzee / bałagan w głowie

Jedno jest pewne – przeczytałam ją bardzo za późno i nie wiem, czy to dobrze, może wręcz odwrotnie. Wrzawa wokoło niej już dawno ucichła, ale z całą pewnością nie stanie się tak z moją karuzelą pod czaszką. Dawno nie miałam aż tak okropnie ambiwalentnych uczuć względem bohaterów. Inteligentna książka, oszczędna w słowach, lecz roztaczająca prawdziwe bogactwo pytań o moralność, sens kary i wykluczenia.

Na początku wszystko było jasne: pięćdziesięciodwuletni David Lurie, profesor literatury na kapsztadzkim uniwersytecie
żyje w granicach wytyczonych przez zarobki, temperament, możliwości emocjonalne. Czy jest szczęśliwy? Wydaje mu się, że pod większością względów – owszem, tak.1

Wielokrotnie myśli o sobie, że nie jest ani dobry, ani zły; gorący ani zimny, nie targa nim ogień. Po prostu jest, znudzony życiem, dwoma rozwodami. Jedyną przyjemnością jest sztuka – podziwianie nagich, kobiecych ciał, owijających się wokół niego w miłosnym uniesieniu. I właśnie to umiłowanie kobiet – romans ze studentką – degraduje go do kasty niedotykalnych pariasów, z widocznym piętnem hańby. Lurie pakuje walizki i wyjeżdża na wieś, do córki Lucy. W małym, hermetycznym środowisku wiosek południowej Afryki dochodzi do tragedii, w której upokorzenie spada na córkę Davida. On sam czuje w sobie żal, że nie potrafił zapobiec zhańbieniu własnego dziecka.

Podczas lektury cierpiałam na rozdwojenie jaźni. Czułam moralny przymus zganienia zachowania Davida, bo irytowała mnie jego początkowa beztroska, iście hulaszczy tryb życia. Jednak z każdą minutą tę złość zastępowało współczucie i żal.

Popadłem w stan pohańbienia, z którego niełatwo mi będzie się podźwignąć. Nie próbowałem uniknąć tej kary. Nie śmiem przeciwko niej się burzyć. Na odwrót, dzień w dzień odbywam ją całym sobą, usiłując zaakceptować hańbę jako swoją kondycję.2

Niełatwo przyjęłam decyzję Lucy, jej wręcz śmieszną pokorę wobec rzeczywistości. Narastała we mnie chęć złapania jej za nadgarstek i krzyknięcia “Pomyśl trochę, po co ich kryjesz? Dlaczego nie szukasz sprawiedliwości?”. Sprawiała na mnie wrażenie kukły, którą świat może bawić się do woli, a ona po wszystkich przykrościach powie

Owszem, poniżające. Ale może to dobry punkt wyjścia, żeby zacząć na nowo. Może muszę się z tym pogodzić. Zacząć od podstaw. Od zera. I to bezwzględnego. Po prostu od zera. Bez żadnych kart w ręku, bez broni, bez majątku, bez praw, bez godności (…). Właśnie. Jak pies.3

Zaplątanie bohaterów w trudne do rozstrzygnięcia sytuacje uświadomiło mi, że mimo ludzi wokoło żyjemy jako odrębne byty i kluczowe decyzje podejmujemy zupełnie samotnie. Nie jest to brutalna i smutna prawda – przynajmniej ja czuję się pocieszona, bo z zadowoleniem konstatuję, że odpowiadam sama za siebie i moją własną hańbą byłoby solidaryzować się czyimiś życiowymi celami, wartościami. Niemniej każdy został w jakiś sposób naznaczony, może zhańbiony i odbywa w ciszy swoją pokutę, licząc, że nadejdą nowe czasy i
powrócą wielkie słowa, zrekonstruowane, oczyszczone, znowu godne zaufania.4

_

John Maxwell Coetzee, laureat Literackiej Nagrody Nobla z 2003 roku, dwukrotny zdobywca Nagrody Bookera – w 1983 (Życie i czasy Michaela K.) i 1999 roku (Hańba).
_
1 John Maxwell Coetzee, “Hańba”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 7
2 Ibidem, s. 198
3 Ibidem, s. 234
4 Ibidem, s. 148

“Umiłowana” – Toni Morrison

Nazwę “lud nie mój” – ludem moim,
I “nie umiłowaną” – umiłowaną.
1

124 był nawiedzony. 124 był pełen krzyków. 124 był cichy. Dom w Cincinnati skrywał w swoich czterech ścianach czerwoną poświatę i złośliwego ducha – ludzie mówili, że to zgładzone przez matkę dziecko przybyło z zaświatów, by nie dać jej zapomnieć o upływie krwi, który otworzyła, przykładając piłę do małej pulchnej szyjki.

Sethe o pustych oczach uciekła osiem lat temu z Domowej Przystani, gospodarstwa państwa Garner, gdzie służyła swą pracą. Oprócz niej na farmie niewolnicze życie wiódł jej mąż i ojciec dzieci, Halle Suggs, Paul D, Paul A, Paul F i Szósty. Pan Garner nierzadko wdał się w bójkę i wracał do siebie posiniaczony i szczęśliwy, bo raz jeszcze dowiódł, co to znaczy być prawdziwym farmerem z Kentucky: to taki twardziel i spryciarz, że aż nazywa swoich czarnuchów mężczyznami.2 Gdy zmarł, a żona ciężko zachorowała, Domowa Przystań stała się niewolniczym więzieniem, rządzonym twardą ręką nauczyciela. Jego uczniowie zabrali Sethe błysk w oczach, a on sam tak długo biczował jej plecy, że ukazała się na nich wiśnia, dorodne drzewo i symbol hańby.

Sethe mieszka w 124 wraz z córką, Denver. Obydwie wciąż doświadczają straty – matkę opuścili synowie, wystraszeni aurą panującą w domu i nią samą, teściowa odeszła do krainy umarłych, a mąż zostawił jeszcze przed narodzinami ostatniego dziecka. Denver zaś ubolewa z powodu straty uczucia utraty – nie ma nikogo, za kim mogłaby tęsknić, a do upiorów przeszłości dręczących mamę nie ma wstępu. Aż pewnego dnia zjawia się i Paul D, i tajemnicza Umiłowana, przybyła z odmętów wody.

Powieść jest chronologiczną mozaiką. Aby zobaczyć, jaki wzór tworzą maleńkie kawałki, trzeba doczytać książkę aż do ostatniego słowa, końcowej kropki. Nie ma w niej jednoznacznych granic, przeszłość wymieszała się z teraźniejszością i na początku nic nie jest jasne. Zupełnie nie wiadomo, do jakiej tragedii doszło, dlaczego na plecach Sethe kwitnie wiśnia, czy Denver rzeczywiście straciła słuch… Z rozwojem akcji widzianej oczyma każdego z bohaterów poznajemy historię czarnoskórej niewolnicy, która z miłości do dzieci przekroczyła granicę życia i śmierci.

“Umiłowana” to nie tylko piękna i wstrząsająca opowieść o spustoszeniu, jakie sieje w duszy i ciele niewolnictwo, lecz także parabola ludu wzgardzonego; Afroamerykanów, siłą wyciągniętych z Czarnego Lądu i postawionych po stronie zwierząt.

_
Toni Morrison, laureatka Literackiej Nagrody Nobla z 1993 roku.
_
1Biblia Tysiąclecia, Rz 9,25
2Toni Morrison, “Umiłowana”, Świat Książki, Warszawa 1996, s. 19

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.