“Lśnienie” – Stephen King
Film w reżyserii Stanleya Kubricka, z uwielbianym przeze mnie i jakże demonicznym Jackiem Nicholsonem w roli głównej, mogę oglądać każdej nocy. Bardzo rzadko trafiam na film z gatunku horrorów, który nastraszyłby mnie, zafascynował i nie pozwolił o sobie zapomnieć. Najczęściej wybucham gromkim śmiechem na widok kolejnej ręki bez właściciela. W przypadku “Lśnienia” jest inaczej. Może nie wbijam paznokci w fotel i nie podskakuję z przerażenia, czuję jednak niepowtarzalną atmosferę Hotelu Panorama. I tak, oglądając film po raz n-ty, wpadłam na pomysł przeczytania książki, aby dowiedzieć się kilku pikantnych szczegółów.
Zachęcona pozytywnymi opiniami zamieszczonymi w biblioNETce, np.
Naprawdę polecam (ludziom o mocnych nerwach).
Czasami naprawdę trzeba na chwilę odłożyć książkę, żeby potem móc w miarę spokojnie spać.*
postanowiłam sięgnąć po “Lśnienie” tudzież “Jasność”.
Według opinii wydawnictwa czekała mnie lektura najlepszej książki ostatnich lat, po której będę się bała własnego cienia. Pięcioletni Danny wyjeżdża z rodzicami w góry, do Hotelu Panorama, którego to administratorem ma zostać jego ojciec. Ponieważ miejscowość na okres zimy śnieg wyklucza z jakiegokolwiek życia i łączności, na kilka miesięcy pozostaną sami sobie w mrocznym budynku, kryjącym tajemnice przeszłości. Obdarzone jasnością dziecko potrafi odebrać fluidy murów, które były świadkem nieszczęśliwych romansów, samobójstw i morderstw.
Nigdy nie czytałam tak długo jednej książki. Skołatane nerwy? Przez tydzień, po lekturze nawet jednej strony, mogłam spać godzinami (czyżby wampir energetyczny?). Nawet czytanie nocą nic a nic nie pomogło. Jeśli ktoś pamięta taką książeczkę z dzieciństwa, “Kasia i korowód” – przecież ona miała więcej dramatyzmu niż to coś! Modliłam się, żeby jak najszybciej dotrzeć do ostatniej strony – po prostu chciałam się dowiedzieć, jakie jest zakończenie książki.
W rankingu Wirtualnej Polski ksiąka zdobyła ocenę 9/10. Musiałam spełnić obwatelski obowiązek i już jest 8.1/10.
Panie King, już wiem, dlaczego nie lubi pan adaptacji swoich książek. Bo są lepsze. Błagam, nich pan nie pisze.
Panie Kubrick, szkoda, że już pan nie żyje, bo pana filmy są dla mnie objawieniem.
Panie Nicholson, po prostu kocham pana.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - -
* http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=480
