“Naga” – Izabela Szolc
Warto było czekać na taką książkę. Warto było czekać na takie opowiadania. Wreszcie twarze kobiet krzyczące z okładek kolorowych magazynów usunęły się w cień, aby zrobić miejsce dla wiarygodnych, wyrazistych charakterów.
Naga, zgwałcona, matka, wdowa czy kochanka: dzięki Izabeli Szolc tak mocne – bo przez wielu częstokroć unikane, jak gdyby były wstydliwe – określenia nabierają nowego sensu, wymykają się utartym skojarzeniom. Nie są już tym, do czego zdążyła przyzwyczaić nas kultura (albo jej brak). Kochanka nie jest tą trzecią, zasługującą na publiczne łamanie kołem czy krótkotrwałą, lecz zapierającą dech w piersiach przygodę z garotą. Nie. Kochanka kocha, tęskni, dba o swoją drugą połowę, o miłość, o nią, tę jedyną. O kobietę.
Alicja boryka się z profesorską miłością, czając się w ciemnych kątach akademika. Nie powinno jej tam być, przecież lato, wakacje, słońce, woda, góry, odpoczynek. Nie powinno być przecież i tych rąk, które sprawiły, że
Chciałam spać i w dzień, i w nocy. Jak ludzie zamknięci w więzieniach1.
Alicja szuka drugiej strony lustra. Maleńkiej rysy, przez którą prześlizgnie się niezauważona – żeby w końcu przestać odbijać się nosem od szklanej tafli.
Szczególną uwagę zwraca umiejętność autorki do przywdziewania czyjejś skóry. O ile kreując wyimaginowane postaci, nakłada na siebie poszczególne warstwy danej osobowości, decydując o każdym najmniejszym szczególe, tak przyjmując personalia Marii Skłodowskiej-Curie czy Teresy z Ávili, odważnie wkłada je na siebie w całości, od czubków palców stóp po ostatni włos na głowie. I już nie ma tam Izabeli Szolc. Czyta się słowa pisane ręką Marii, Teresy.
Kobiecość nie jest tutaj powodem wstydliwego rumieńca i histerycznej myśli, że znowu jest się tą słabszą i gorszą. Szolc wyraźnie rozszerza jej (kobiecości) granice – do tego stopnia, że nawet zamykające zbiór dziesiąte opowiadanie Transs nie wydaje się ani trochę nietrafione, dziwne, niepasujące do całości. Postaci nie są płaskie; dzięki pierwszoosobowej narracji ich emocjonalne rozważania czyta się podobnie do wykradzionego komuś pamiętnika. Nie przeszkadza fakt zawieszenia bohaterek w niebycie, bez naszkicowania rzeczywistości ich otaczającej. Nie sposób nie zwrócić uwagi na intertekstualność opowiadań. Liczne cytaty z piosenek, tomów wierszy, między innymi Sylvii Plath, wskazują dobitnie na inspirację i podstawę do pisania. Momentami jednak drażni ich oczywistość i brak subtelności w prowadzeniu tej gry, dobranie przewidywalnych i wręcz archetypicznych sylwetek.
Mimo różnorodności Naga tworzy spójną całość, którego opiekunem i przewodnikiem, jak Beatrycze dla Dantego, niech będzie kobieta, wędrująca przez każdy wers książki. Wciąż ta sama i za każdym razem inna.
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa AMEA.
__________
1I. Szolc, Naga, Liszki 2010, s. 108.

Trudno określić, o czym przede wszystkim miałaby być ta książka. Sam tytuł - Opowieść emigracyjna - sugeruje mętnie, że coś o wyjazdach, tęsknotach w dalekich stronach, próbie nowego początku. Ale spojrzawszy na bohaterkę, trzydziestoparoletnią singielkę1, zaczyna świtać w głowie myśl, że to może niebezpiecznie zbliżyć się ku jakiemuś romansidłu. Klara jest podobno nieświadoma swojej inteligencji, w co trudno mi uwierzyć, a może inaczej – niełatwo sobie to wyobrażam, nie ma także pojęcia o swojej atrakcyjności fizycznej, co przecież dzisiaj urasta do rangi szóstego zmysłu, bez piękna ani rusz. Zawiedziona swoją sytuacją, w tym materialną, postanawia rzucić wszystko i wyjechać do Anglii. Szukać szczęścia. Tyle można dowiedzieć się opisu na okładce.
Gdybym obejrzała taką scenę w jakimś podrzędnym romansidle, to pewnie by mnie zemdliło, choć prawdopodobnie przed pójściem do toalety powstrzymałoby mnie moje głośne chrapanie2.
Zawsze podziwiałam pisarzy, którzy potrafili wcielić się w osobę odmiennej płci. To zabieg porównywalny do operacji na otwartym mógzu – patrzy się w pofałdowaną gąbkę z zamiarem poznania danego człowieka, jego marzeń, planów, emocji. Co więcej – to pierwsza książka napisana przez mężczyznę, z której wyziera głęboka akceptacja natury kobiecej.