życie pośród książek…
… wygląda tak, że ostatnio czytam tylko Kochanowskiego, Reja, Gogola, Puszkina, Kallimacha i całe to towarzystwo wzajemnej adoracji, tomiszcza o gramatyce języka polskiego, dowiaduję się o śmiesznych erotycznych wierszykach średniowiecznych – o cnotliwej pannie, która nie chciała podarować wianuszka adoratorowi. I tak się śmieję z samej siebie, że kiedyś problem stanowiło przeczytanie “Potopu” w trzy tygodnie, a teraz czymś naturalnym jest pochłonięcie pięciu książek w tydzień.
Wszystko, co miłe, musi poczekać. Styczeń, no.
Bonus – chyba moje ulubione dzieło średniowieczne. I pomyśleć, czym zajmowali się franciszkanie w XV wieku, wędrując po Europie. Głęboki nur w dawną literaturę pozwala czasami się pośmiać.
Chcy ja na pannu żałować:
Nie chciałať mi trochy dać
Memu koni owsa.
Mnisz-li ty, panno, bych był mał?
U mneť wisi jako s[t]al
Nożyk przy biedrzycy.
Rożży, panno, świeciczku,
Przysuczywa dratwiczku
Jako pirwe było.
Na pisane perzynie
Damy sobie do wole
Piwa i medu.
Rożży, panno, kahanec,
Ohledawa hned winec,
Jeszcze li je cał.
A ktorak może cał byci,
Za[ra]zem ji starł kici,
Kto pirwe przybiehł.
Mnisz-li, pan[n]o, bych był ślep?
Uderzym ja kijem w kerz,
Wyżenu zajece.
